Homilie

Kazanie Pasyjne II – Biczowanie

Kazanie Pasyjne. II – Biczowanie Pana Jezusa

Kontynuujemy rozważania nad Męką Jezusa Chrystusa. Z Ogrodu Oliwnego, w którym Jezus przeżywał tak wielki strach, że pocił się krwią, przyprowadzono Go do pałacu Annasza. Było już około pierwszej w nocy. Chociaż oficjalnie Annasz nie pełnił już funkcji arcykapłana, to jak podaje św. Łukasz: cieszył się on wielką powagą ludu. Jezus został więc do niego przyprowadzony ponieważ miał on bardzo duży autorytet wśród ludzi. To on rozpoczyna przesłuchanie Jezusa. Pyta o Jego naukę i uczniów. Jezus odpowiada:

Przemawiałem jawnie przed światem. Dlaczego mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy mnie słuchali, oni wiedzą jak było.

Po tych słowach Jezus został uderzony mocno w twarz. Św. Jan zanotował: Gdy to powiedział, jeden ze sług stojących obok, spoliczkował Jezusa, mówiąc: „Tak odpowiadasz arcykapłanowi?”

Analiza twarzy na całunie Turyńskim wykazuje wielki krwiak na prawym policzku. Eksperci twierdzą, że ranę zadano krótką, drewnianą pałką lub kijem. Uderzenie było tak silne, że spowodowało krwawienie z nosa, co potwierdzają ślady na całunie. Nos jest spuchnięty i ewidentnie złamany.

Na ten cios Jezus odpowiada: Jeśli źle powiedziałem, udowodnij to, a jeżeli dobrze, to dlaczego mnie bijesz?

Annasz nie odpowiedział na to pytanie. A przynajmniej nic o tym nie wiadomo. Wiemy natomiast że odesłał go do rzeczywiście pełniącego funkcję arcykapłana – Kajfasza, który był zarazem zięciem Annasza. Czeka już tutaj na Jezusa sanhedryn, czyli najwyższa rada. Zaprowadzenie Jezusa do Kajfasza i przesłuchiwanie Go w nocy było niezgodne z prawem. Przesłuchiwać było można tylko w dzień, a co więcej, wyrok musiał być ogłoszony najwcześniej o świcie następnego dnia. Takie było prawo żydowskie. Żydzi jednak łamią to prawo. Przesłuchują Jezusa w nocy i wydają wyrok najszybciej jak się da. To tutaj spadło na Jezusa najwięcej ciosów. Bili go ci, którzy mieli go pilnować. U żydów przyjętym sposobem poniżania było uderzanie pięścią w prawy policzek przy równoczesnym pluciem w twarz. Oskarżano go o bluźnierstwo. Czego dotyczyło? Tego że podaje się za Mesjasza, a co więcej – za Syna Bożego. Za takie zarzuty prawo żydowskie przewidywało karę śmierci. Jednak nie była to kara ukrzyżowania, ale ukamieniowania. Ukrzyżowanie to kara rzymian.

Sanhedryn wydał wyrok – Jezus jest winny. Jeżeli jest winny, to karą jest śmierć. Jednak wyroki śmierci musieli zatwierdzić rzymianie, ponieważ znajdowali się pod ich jurysdykcją.

Jezus, już teraz mocno pobity, ze złamanym nosem staje przed Piłatem. I jak sam Piłat stwierdził, nie widział w nim żadnej winy, dlatego odesłał Go do Heroda, który był tetrarchą, a więc kimś wyżej w hierarchii. Ten jednak z powrotem wraca Jezusa do Piłata twierdząc, że to nie jego sprawa.

W międzyczasie arcykapłani już zdążyli podburzyć lud, który się domagał wyroku śmierci.

Chcąc uspokoić tłum, Piłat zdecydował się skazać Jezusa na chłostę.

Ci z was, którzy oglądali film Pasja, może zwrócili uwagę na to, jak były wykonane bicze rzymskie. Jest to tam bardzo dobrze przedstawione.

Składał się on z dwóch, lub trzech rzemieni osadzonych w rękojeści. Na końcu rzemieni znajdowały się 2 elementy z ołowiu, żeliwa, krzemienia lub kości. Z każdego ciosu było więc zadanych 4 – 6 ran. Z całunu wynika, że Jezusa bito ołowianymi kulkami. Prawdopodobnie biło go dwóch żołnierzy, jeden wyższy, drugi nieco niższy. Stali z dwóch stron, zadawali ciosy na zmianę. Jezus był w pozycji pochylonej, prawdopodobnie był przywiązany do niskiego słupa.

Bicz najpierw nacinał skórę. Kolejne uderzenia powodowały miażdżenie mięśni. Doprowadzało to do wymiotów i omdleń. Plecy, pośladki i uda często były tak poszarpane, że było widać przez nie nie tylko mięśnie, ale nawet kości kręgosłupa. Zdarzało się że dochodziło też do przecięcia tętnicy, przez co wielu skazańców umierało podczas tej tortury.

Z plam na Całunie Turyńskim doliczono się 120 ran będących wynikiem uderzeń biczem rzymskim. 120.

Przepraszam, bo może te szczegóły są dla niektórych za drastyczne. Ale tak jak zapowiadałem tydzień temu – chcąc towarzyszyć Jezusowi nie możemy zamykać oczu, uszu i nosa żeby udawać że to nic takiego. Dlatego mimo wszystko proszę was, poczujcie tę scenę.

Każdy z tych ciosów był wymierzony za nasze grzechy. Za każdym razem, kiedy grzeszysz, zadajesz Bogu ogromne cierpienie. I nie tylko Jemu.

Podobnie jak bicz rzymski, tak samo grzech ma zwykle dwa, a często nawet trzy zakończenia, przez co zadając cios, ranisz potrójnie. Grzesząc nie ranisz tylko Boga. Ranisz też siebie, ranisz ludzi, których masz dookoła.

Grzech nigdy nie jest sprawą prywatną, zawsze niszczy wszystko co masz dookoła – twoją rodzinę, przyjaciół. Niszczy ciebie!

A być może jest tak, że to ty czujesz się zraniony/zraniona przez to, że ktoś tobie bliski grzeszy. Mąż, żona. Może mama albo tata. Może przyjaciel. I przez to co robi zadaje Ci ogromny ból. Co wtedy? No niestety nie ma jednej recepty. Czasem trzeba zostać i pomóc im walczyć z tym grzechem. Ale niestety czasem trzeba odejść, żeby ten grzech nie zniszczył też ciebie.

Jedno jest pewne. Nigdy nie przestawajmy kochać. Nawet jak nas to wszystko bardzo boli. Tego uczy nas Jezus. Jego kaci bili Go , pluli mu w twarz, zmasakrowali Jego ciało ciosami bicza. A mimo to, On nigdy nie przestał ich kochać.

Prośmy dzisiaj Jezusa, żeby nauczył nas kochać tych, których kochać jest najtrudniej.

Amen.

 

ks. Piotr Iwanek