Homilie

Kazanie Pasyjne III – Korona Cierniowa

Kazanie Pasyjne. III – Cierniem Ukoronowanie

Stajemy dziś przed kolejną sceną Męki Jezusa. Widzimy Go całego we krwi. To już nie tylko krwisty pot. To Jego pobita twarz ze złamanym nosem. To Jego ubiczowane plecy, pośladki i uda. Na taki widok pewnie większość z nas nie mogłaby patrzeć.

Ale niestety byli tacy, dla których to cały czas było za mało. Zagrali więc z Panem Jezusem w tzw. Króla. Znajdując się jeszcze w pretorium, żołnierze rzymscy zarzucili Mu na plecy purpurowy płaszcz i włożyli na głowę koronę cierniową. Bili Go przy tym trzciną, czyli takim krótkim, bambusowym kijem. Tego nie było w wyroku.

Ta korona z cierni, to nie była cienka opaska z kolcami, jak się ją często przedstawia – nikomu takiej nie chciałoby się robić. Nie… Ta korona bardziej przypominała hełm. Otaczała więc nie tylko skronie Pana Jezusa, ale właściwie całą głowę. Po prostu ścięto trochę ciernistego krzewu, który pewnie rósł gdzieś obok i wcisnęli mu to na głowę. Żeby lepiej się trzymała, to jeszcze przyklepali ją tymi bambusowymi kijami. Ostre kolce wbijały się Jezusowi w kości czaszki. Podobno na skórze głowy  na 1cm2 jest ponad 140pkt wrażliwych na ból. Pokrywają ją niewielkie, ale liczne naczynia krwionośne, które krwawią obficie, gdy zostaną przebite. Ból, który Jezus wtedy czuł jest porównywany z szokiem elektrycznym. Wg. badań, jakie zostały przeprowadzone na Całunie Turyńskim, ta korona zadała Jezusowi kolejnych ok. 70 głębokich, silnie krwawiących ran. Całą twarz miał we krwi.

Jak podaje św. Marek: Przy tym bili Go trzciną po głowie, pluli na Niego i przyklękając oddawali Mu hołd. Św. Mateusz pisze jeszcze o trzcinie wciśniętej mu w ręce jako imitacja berła.

Znęcano się nad Nim fizycznie i psychicznie. W takim stanie przyprowadzono Go z powrotem do Piłata. Piłat gdy zobaczył Jezusa powiedział do tłumu: Nie znajduję w nim żadnej winy. Oto człowiek (Ecce Homo)!

Mamy w kaplicy seminaryjnej taki wspaniały obraz, który namalował św. Brat Albert – zakonnik, który swoje życie poświęcił na pomaganiu ubogim, wśród których często byli pijaczki, do których my zwykle boimy się, może nawet mamy wstręt, żeby podejść. I ten obraz u nas w seminarium nosi tytuł właśnie Ecce Homo. Pan Jezus jest tam bardzo realistycznie pokazany.

Stoi wyprostowany. Tylko Jego głowa jest jakby delikatnie pochylona. Oczy i usta zamknięte. Jezus sprawia wrażenie dziwnie spokojnego. A przecież na głowie widać wżynające się ciernie. Na ramionach ma purpurowy płaszcz. W ręku trzcinę. Na kawałku odsłonionego ciała widać ślady po biczowaniu. Ale to, co wydaje się najciekawsze, to ułożenie płaszcza. Został on tak namalowany, żeby odsłaniając pierś utworzył kontury wielkiego serca. Bóg jest miłością. Bóg wszystko co robi, robi z miłości. Dał się dla nas zabić z miłości. Zmartwychwstał z miłości.

Ale samo wyrażenie Ecce Homo – oto człowiek można odczytać przynajmniej w trzech kluczach.

Pierwszy klucz to człowieczeństwo w odniesieniu do Boga. To klucz wiary. Wierzę, że Jezus Chrystus naprawdę jest Bogiem, który się wcielił. Wierzę że jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. Dlatego patrząc na Jezusa możemy śmiało mówić – oto człowiek. Najlepszy z najlepszych.

Drugi klucz to człowieczeństwo innych ludzi. Patrzeć na innych tak, żeby w każdym z nich faktycznie widzieć człowieka, który został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Podobno brat Albert, kiedy malował Ecce Homo do twarzy Jezusa wykorzystał twarz jednego z bezdomnych, którym pomagał. Nie wziął żadnego hrabiego, wziął gościa, który nie miał gdzie spać, co jeść. Wziął gościa, który pewnie nie pachniał najprzyjemniej. To akurat w nim brat Albert zobaczył twarz Jezusa. Czasem nam się wydaje, że jak się  wykąpiemy, ogolimy, uczeszemy itd., to będziemy piękni. No w jakimś stopniu tak, ale piękno człowieka nie polega na jego wyglądzie czy zapachu, tylko na tym, że jest stworzony na podobieństwo Boga. I tak naprawdę, to w twarzy każdego człowieka można dostrzec twarz samego Chrystusa. Nawet nasz największy wróg, wciąż pozostaje człowiekiem.

I wreszcie trzeci klucz. Nasze człowieczeństwo – czyli w odniesieniu do samego siebie. Chciejmy żyć tak, aby naśladować w tym człowieczeństwie Pana Jezusa. Żyć po ludzku. Być dobrym człowiekiem. Od moich pierwszych myśli o kapłaństwie towarzyszy mi myśl, że chciałbym żeby o mnie mówili: jest ludzki. Rozumie ludzi. Nie robi z siebie bóstwa. Ale to nie odnosi się tylko do kapłaństwa. Każdy z nas powinien być ludzki.

O każdym z nas można powiedzieć że jest tylko człowiekiem. Słabym, grzesznym, upadającym. Tak. Ale o każdym z nas można też powiedzieć, że jest człowiekiem. Bo jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boga wszechmogącego! Bo mamy nieśmiertelną duszę! Bo potrafimy kochać tak, jak żadne inne stworzenia na tym świecie nie potrafią! Skoro tak, to żyjmy tą miłością.

Amen.

 

ks. Piotr Iwanek