Homilie

Kazanie Pasyjne IV – Droga Krzyżowa

Kazanie Pasyjne. IV – Droga Krzyżowa

Chrystus pobity, ubiczowany i z koroną cierniową na głowie słyszy od tłumu swój wyrok śmierci – Na krzyż z nim!. Piłat ulega, zgadza się na to. Nie chce jednak wziąć odpowiedzialności za tę decyzję – umywa ręce mówi Wasza to sprawa. Wtedy tłum krzyczy takie dziwne zdanie Krew  jego na nas, i na dzieci nasze! . Była to formuła, w której ludzie domagający się śmierci Jezusa uroczyście wzięli na siebie odpowiedzialność za tę decyzję. Krew Jego na nas i na dzieci nasze – to nasze ręce są zbroczone Jego krwią, skoro ty Piłacie jesteś tchórzem, który woli umyć ręce.

Czasem nie zajmując stanowiska okazujemy się po prostu tchórzami.

Starożytny pisarz, Cyceron określił ukrzyżowanie jako karę najokrutniejszą i najpotworniejszą, najwyższą i ostateczną karę niewolników. Dla żydów była to kara hańbiąca. Normalną karą śmierci u nich było kamieniowanie, kara krzyża to kara rzymska. Dodatkowo więc miała pokazać – nie jesteś jednym z nas.

Odległość od twierdzy Antonina gdzie Jezus został skazany, do szczytu góry, a właściwie niewielkiego wzniesienia za Jerozolimą zwanym Golgotą, czy też Kalwarią – tzn. czaszką wynosiła jakieś 700m. Dzisiaj niestety nawet jakbyśmy byli w Jerozolimie, to nie jesteśmy w stanie przejść identycznej trasy, którą szedł Jezus, ponieważ miasto uległo znacznej przebudowie. Jednak pewne strategiczne punkty zostały.

Jezus nie był jedynym skazańcem. Szło ich w sumie trzech. Prowadził ich oddział rzymskich żołnierzy, pod wodzą setnika. Mieli pilnować skazańców i popędzać biczem, ale też byli odpowiedzialni za to, żeby żywi dotarli na miejsce. Jeżeli skazaniec umarłby podczas drogi, sami żołnierze też straciliby życie. Dlatego kiedy widziano, że Jezus już nie ma siły i jest bliski zgonu, przymusili Szymona, żeby Mu pomógł.

Na szyi każdy skazaniec miał zawieszoną deskę z podaną winą. Ewentualnie czasem się zdarzało, że niósł ją jakiś urzędnik idący przed nimi. Chodziło o to, żeby przestrzec innych z co grozi taka kara. Później tę deskę przybijano nad głową ukrzyżowanego. W przypadku Jezusa był to napis Jezus Nazareński Król Żydowski – INRI – Iesus Nazaretus Rex Judei.

Do ramion skazańca przywiązywano belkę poprzeczną krzyża. Historyk Rzymski z I w.n.e – Tacyt przekazał, że pal pionowy był zazwyczaj już wbity w miejscu wykonania egzekucji. Jezus więc prawdopodobnie niósł tylko tę jedną belkę, która miała ok. 2m i ważyła jakieś 40-50kg. Obie ręce były rozpostarte wzdłuż poprzeczki i przywiązane do niej sznurami.

Sami skazańcy między sobą też byli związani linami. Kiedy więc któryś z nich był popędzany biczem, sznur łączący Jezusa z łotrami napinał się gwałtownie i powodował zataczanie się Jezusa w jedną lub w drugą stronę. To pewnie było jedną z przyczyn upadków Pana Jezusa.

Z Całunu można się dowiedzieć, że Jezus szedł boso, kilkukrotnie upadał na kolana, głównie prawe, a także na twarz.

Głód, pragnienie, brutalne całonocne przesłuchanie, duchowa walka w Getsemani i biczowanie sprawiły,
że Jezus był w krytycznym stanie. Gdyby nie pomoc Szymona, pewnie umarłby na tej drodze.

Oprócz Szymona, żołnierzy i dwóch łotrów na drodze krzyżowej było znacznie więcej osób. Wiemy że była tam Maryja, Weronika, kobiety które Jezus pocieszał. Był tam Jan, Maria – matka Marka, Było tam pewnie jeszcze kilkaset innych którzy przybyli do Jerozolimy na święta. Byli tam bo taka egzekucja zawsze miała charakter publiczny. Była jak procesja, gdzie nawet ci, którzy w niej nie uczestniczą, stoją z boku i przypatrują się.

Do której z tych postaci jest mi bliżej?

Czy jak widzę cierpiącego to pomagam, czy dokładam bólu?

Każdy gdzieś się odnajdzie. Ale Jezus powiedział Kto chce mnie naśladować niech weźmie swój krzyż i mnie naśladuje. Spróbujmy więc popatrzeć tylko na Jezusa i to Jego naśladować.

Każdy ma swoje krzyże – problemy. Bóg nie daje nam ciężaru większego niż możemy unieść. Ciężkie chwile nas umacniają. Życie jest czasem jak droga krzyżowa – spotykamy ludzi którzy pomagają i którzy ranią. Trzeba widzieć cel – nie golgotę, a zmartwychwstanie.

Nie uciekajmy przed krzyżem. Św Paweł napisał: Szukajcie dobra a nie zła abyście żyli. Szukajmy na naszej drodze tych, którzy chcą nam pomóc. Kto widzi tylko zło, nie ma w sobie życie. Jest jak chodzący trup. I nie chodzi o to żeby go w ogóle nie widzieć, ale żeby się na nim nie skupiać.

Ci którzy nam towarzyszą nie przejdą tej drogi zamiast nas. Oni mają swoją drogę, ale chcą Ci pomóc.

Nie ma nikogo? Jest anioł stróż i Bóg, który nas zapewnił: Oto ja jestem z wami aż do skończenia świata.

Patrząc na to wszystko co się teraz dzieje dookoła w związku z epidemią koronawirusa możemy się zastanawiać: Panie Jezu no ale gdzie Ty jesteś?! Gdzie jesteś skoro tyle tysięcy ludzi choruje i umiera. Gdzie jesteś? Wołamy jak apostołowie w czasie burzy na jeziorze: Panie, czemu śpisz? Nie widzisz, że giniemy? Wołamy jak Marta po śmierci Łazarza: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Co na to Jezus? Na jeziorze wstaje i ucisza burzę. Od razu. A po rozmowie z Martą? Czeka jeszcze 2 dni i dopiero idzie do Łazarza. Dlaczego Bóg czasem interweniuje od razu, a czasem czeka? Nie wiem.. Ale jeżeli dopuszcza trudne chwile w naszym życiu, to może po to, żeby coś nam powiedzieć, w czymś nas umocnić, a czasem może nawet coś w nas rozwalić. Popatrzmy na tę epidemię z punktu widzenia wiary – nigdy  byśmy sobie nie wymyślili takiego Wielkiego Postu, jaki mamy teraz. Post od spotkań, zakupów, dla wielu nawet od Mszy
i spowiedzi.. To jest post, który rzeczywiście nas bardzo kosztuje, który nas dotyka. A więc może Pan Bóg dopuszczając to wszystko chce nam powiedzieć: Przeżyjcie ten Wielki Post porządnie. A jaki jest główny motyw każdego Wielkiego Postu? Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię! Może więc jest to czas, który powinniśmy przeżyć w duchu nawrócenia się.

Bo przyjmując, że Bóg rzeczywiście dokonałby cudu i zażegnałby epidemię z dnia na dzień, to ilu z nas by to przekonało do nawrócenia? Ile osób, które nie chodzą do Kościoła, które nawet nie wierzą w Boga, by uwierzyło? Może wyjdę na sceptyka, ale obawiam się, że byłyby to tylko jednostki… Jesteśmy już tak zakręceni na punkcie wygodnego życia, że nie dostrzegamy znaków, które Bóg nam daje.

Może się mylę, ale mam ostatnio bardzo mocne przekonanie, że Pan Bóg woła do mnie: Nawróć się.
My wołamy Nie śpij!, a Bóg woła Nawróć się.

Wracając do drogi krzyżowej i do celu – pamiętajmy, że to nie ból, choroba, czy nawet śmierć jest najgorsza. Najgorszy jest grzech, który sprawia, że umieramy duchowo. A jeżeli się nie nawrócimy, będziemy żyli w tej śmierci duchowej wiecznie.

Wykorzystajmy ten czas naszej drogi po to, aby się nawrócić do Pana Boga.

Amen.

ks. Piotr Iwanek